Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 670 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Święta trójca (Leipziger Messe GmbH, 9-13.04.2011, Lipsk, Niemcy)

czwartek, 14 kwietnia 2011 9:01

      Targi Lipskie od wielu lat stanowią obowiązkowy przystanek dla producentów i wystawców różnych branż. Nie inaczej jest w kwestii motoryzacyjnej, a kolejne odsłony przyciągają coraz liczniejsze rzesze odwiedzających. Pomimo, iż bezsprzeczną stolicą ”czterech kółek” pozostaje Genewa, to z racji bliskości znacznie wygodniej jest nam odwiedzić zachodnich sąsiadów. Okazja była wyjątkowa, gdyż po raz pierwszy połączono w jednym cyklu trzy imprezy: AMITEC (Warsztaty - Części - Serwis), AMICOM (Audio - Multimedia - Nawigacja) oraz AMISTYLE (Wyposażenie - Tuning - Serwis). Jak zapewniali organizatorzy,  takie zestawienie wynika z coraz bardziej indywidualnych potrzeb użytkowników, dla których samochód oprócz wymaganych funkcji eksploatacyjnych, powinien zapewniać dodatkowe wrażenia estetyczne i zmysłowe. Preferencje te wspomaga branża warsztatowo-narzędziowa, stąd poświęcono jej oddzielną halę. Zostawiając na boku sprawy związane z pracą zawodową, wymienię to co utkwiło mi najbardziej w pamięci:


Cena: Za bilet zapłaciłem jedyne 6 EUR. Dzięki tej kwocie wszedłem nie tylko na teren targów, ale podróżowałem dowolnymi środkami komunikacji miejskiej w obrębie Lipska. W tym samym czasie odbywała się w Szczecinie impreza „MOTOSHOW”. Piętnaście złoty za wejście. Skali porównawczej nie ma, ale i tak cieszę się bardzo, że w ogóle są.


Audio: Przyznaję się do fanatyzmu muzycznego w niemal każdym względzie. Pewnie chętniej przyjechałbym tu na koncert jakiejś metalowej hordy. Co prawda mojej ulubionej muzyki nie usłyszałem w żadnym pojeździe, ale takiego sprzętu nie posiada wielu audiofilów we własnych domach. Ponieważ wizyta w kabinie więcej jak dwóch jeżdżących „zestawów muzycznych” groziła trwałym uszkodzeniem słuchu, interesowałem się raczej stylistyką wykonania niż parametrami technicznymi. Najbardziej podobała mi się oferta firmy BLAUPUNKT, JVC i PIONEER, choć wcale nie prezentowały one sprzętu w najatrakcyjniejszych modelach samochodów.

 

Tuning: Zdecydowana przewaga marek niemieckich, wśród których pokazano przeróbki pojazdów mogących śmiało zajechać na niejedną imprezę z cyklu „Odltimer”. Dla mnie był to strzał w dziesiątkę, gdyż odwiedzam takie zjazdy regularnie. Nie oznacza to jednak, że zabrakło wariacji na temat samochodów bardziej współczesnych. Wymienić wszystkiego i tak się nie da, dlatego wypada mi tylko zaprosić do galerii zdjęć. Zaglądając pod niejedną maskę zastanawiałem się jedynie, czy mam do czynienia jeszcze z motoryzacją czy już może z branżą jubilerską. W każdym bądź razie ze sztuką na pewno.

 

Warsztat: Imponowały przede wszystkim zestawy diagnostyczne i narzędziowe. Ilość wystawców zabójcza. Ceny również. Zastanawiająca różnorodność sprzętu do wyważania kół i wszelkiej maści podnośników. Fantastyczne przekroje silników i tablice pokazowe do szkół, chociaż nie wszyscy wystawcy skłonni byli je uruchamiać (…to po co przyjechali). Środki czyszczące i lakiernicze jakby w odwrocie. Może to głupie, ale najdłużej stałem przy najnowszym testerze do akumulatorów i wysięgnikiem pneumatycznym ułatwiającym magazynierom składowanie opon.

 

Pokazy: Przyjechałem po weekendzie, aby uniknąć nieprzebranych tłumów. Okazało się jednak, że ominąłem również efektowne prezentacje. Wszechobecna cisza i spokój, oczywiście nie licząc muzycznych „puszek” z hali AMICOM.

 

Gadżety: Zebrałem niewiele, bo i było ich wyjątkowo mało. Pozostawiłem sobie jedynie stylowe smycze reklamujące firmę KENWOOD. Reszta nienajlepszej jakości i wykonania, tak jak jednorazowe długopisy (dosłownie).

 

Hostessy: Jak zwykle nieprzeciętnej urody. Zdecydowanie najwięcej na stanowiskach ze sprzętem nagłaśniającym, bo i też trudno je było wpasować między montażownice do kół czy wysysarki olejowe. Ozdoba każdych targów i wdzięczny temat dla obiektywów.

 

Gastronomia: Kilka restauracji pomiędzy halami i punktów zaczepnych wewnątrz. Ceny zbliżone do tych w mieście. Od biedy można podjadać drobnicę (ciastka, paluszki, orzeszki, cukierki) na poszczególnych stoiskach wystawowych.

 

Czas: Na spokojny obchód starczyło dwie i pół godziny. Zdecydowanie za mało jak na aspiracje organizatorów. Warto więc było wyskoczyć na miasto, aby nie wracać z wrażeniem niedosytu. Najlepiej od razu pojechać pod pomnik Bitwy Narodów i z 91 metrów obejrzeć przepiękną panoramę Lipska. Na zwiedzanie jednego z najstarszych ogrodów zoologicznych pewnie już nie starczy czasu, ale na atrakcyjny spacer na pewno.

 

Podsumowanie: Dla miłośników w/w branż i pięknych kobiet wyjazd obowiązkowy. Pozostali mogą darować sobie peryferie i pozostać w centrum. Tutaj znajdą dla siebie znacznie więcej interesujących rzeczy. Samo miasto jest bowiem zjawiskowe i warto je odwiedzić.

Prezentacja motocykla Harley Davidson Street Line (Lipsk, Niemcy)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Męski punkt widzenia (Elbląg, Polska)

czwartek, 23 września 2010 16:51

      Każdego roku na wakacyjne wojaże wyruszają objazdowe cyrki, lunaparki i wszelakie wesołe miasteczka. Przy coraz większej liczbie atrakcji sezonowych nie budzą już one takiego zainteresowania jak dawniej, a wręcz odstraszają potencjalnego klienta przestarzałą formułą, wszechobecną tandetą czy kiczowatymi dekoracjami, które z upływem lat stają się coraz bardziej szkaradne. Do tego dochodzą zawyżone ceny biletów, nijak nie odzwierciedlające rosnących wymagań odwiedzających. Z dużymi obawami wybrałem się więc na elbląską odsłonę „Monster Truck Stunt Show", czyli jedną z cyklu imprez kaskaderskich prezentowanych od 4 lipca 2010 r. w ramach trasy po północnej Polsce. Motoryzacyjne miasteczko stanęło w miejscu tradycyjnie przeznaczonym pod przyjezdnych gości, jako żywo przypominając wędrowną trupę. Poniżej wypunktowałem kilka spostrzeżeń, które nasunęły mi się po obejrzeniu niniejszego przedstawienia:

 

Cena. Bilet wynosił 30 zł od osoby dorosłej i 20 zł od dziecka. Nie uważam by były to kwoty szczególniwe wygórowane, ale brak informacj o nich na plakatach reklamowych skutkował nieprzebranymi tłumami poza płachtą odgradzającą. W efekcie organizatorzy zamiast skupiać się na samych pokazach, nieustannie przeganiali intruzów próbujących wtargnąć na teren imprezy.

 

Bezpieczeństwo. Niejednokrotnie miałem wrażenie, że prawdziwym majstersztykiem kaskaderów były nie tyle prezentowane triki, ale uniknięcie wypadków poza obrębem ogrodzenia. Wiele razy je bowiem podnoszono, co było konieczne ze względu na rozpędzenie poszczególnych pojazdów. Na wolnym terenie barierek ochronnych oczywiście nie było, więc tłum pierzchał raz po raz w tempie ekspresowym.

 

Sprzęt. Oprócz lokalnego gokarta reklamującego elbląski „Speed Center", w roli głównej zobaczyliśmy jeszcze: quad'a, dwa motocykle, trzy samochody pokazowe marki BMW, jednego Monster Truck'a i oczywiście pojazdy przeznaczone do demolki.

 

Pokazy. Zorganizowane z niewątpliwą znajomością tematu, przy numerach o rosnącej skali trudności, efektowności i kunsztu wykonania. Pomimo panującego ścisku wszystko było dobrze widoczne, podane tuż przed nosem zgromadzonych widzów. W rolach głównych rodzina Traber z Niemiec, wspomagana przez krajowych pasjonatów. Finalne miażdżenie obitych pojazdów przez Monster Truck'a zdecydowanie za krótkie, jak na imprezę sygnowaną właśnie tym mianem. Drugi przykryty płachtą. Nawet nie zjechał z rampy transportowej.

 

Czas. Start imprezy planowo opóźniony wskutek niekończących się kolejek przed kasą, czyli przeprowadzony w myśl zasady „wpuszczamy do oporu". Sam spektakl trwał ok. 70 minut, z których 20 można spokojnie odjąć na przerwę i przygotowywanie poszczególnych numerów.

 

Kontakt. Podczas widowiska wielokrotnie proszono damską część publiczności o udział w wybranych trikach. Natomiast po zakończeniu imprezy każdy miał możliwość wzięcia autografu i zrobienia pamiątkowej fotki z kaskaderami. Korzystały z tego również osoby nie płacące za występ, gdyż ogrodzenie padło pod naporem rozentuzjazmowanego tłumu.

 

Dodatkowe atrakcje. Cena plakatu wynosiła 10 zł. Koszulek i innych gadżetów z logiem show nie było, a z pewnością miałyby wzięcie. Przed przedstawieniem można było się zaopatrzyć w napoje chłodzące i popcorn. Troszkę mało.

 

Wnioski. Warto, warto i jeszcze raz warto. Pomimo wymienionych mankamentów nie co dzień mamy możliwość podpatrywania kaskaderów przy pracy. Każdy skok przez płonącą obręcz, kontrolowana stłuczka, wypadek, dachowanie czy nawet jazda samochodem na dwóch kołach wymaga dużego kunsztu kierowców. Nie da się tego zrobić bez wieloletnich treningów i ciężkiej pracy. Polecam tym bardziej, że wszystko widzimy na żywo, bez zbędnych fajerwerków i komputerowej obróbki.


P.S. Najstarszy kaskader pracował ponoć kiedyś w filmie, zastępując w niektórych scenach Agenta 007. Zabijcie mnie, ale przez pół pokazu zastanawiałem się czy Leo Beenhakker nie wrócił do Polski i nie dorabia sobie po godzinach. Zdjęcia w galerii. Następne odwiedziny już za rok, więc może zajadą i do Was.

Monster Truck Stunt Show (Elbląg, Polska)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Po równi pochyłej (Kąty, Polska)

czwartek, 08 kwietnia 2010 11:15
     Jedną z największych atrakcji Kanału Elbląskiego są pochylnie wodne, dzięki którym umożliwiono przeprawę statków na odcinku 9,6 km. Do zniwelowania różnicy poziomu wody wynoszącej blisko 100 m, wybudowano 5 obiektów tego typu o długościach: Całuny 352 m, Jelenie 433 m, Oleśnica 479 m, Kąty 404 m i Buczyniec 490,3 m. Jedynie pierwsza z wymienionych pochylni wykorzystuje do pracy turbinę. Pozostałe napędzane są siłą spadku wody, obracającej gigantyczne koło i następnie bębny na których zwijane są liny wciągające wózek szynowy z jednostką pływającą. Przykładem takiego rozwiązania jest przedstawiona w galerii Pochylnia Kąty, której projektantem i kierownikiem budowy był pruski inżynier Georg Jakob Stenke. Obiekt pozostaje w eksploatacji od 1860 r., stanowiąc znakomity przykład rozwiązania konstrukcyjnego z tzw. grzbietem suchym (przeciwstokiem). Różnica poziomów wody wynosi tutaj 18,88 m. Warto również nadmienić, że pochylnia podobnie jak inne obiekty hydrotechniczne Kanału Elbląskiego, uznana została w 1978 r. zabytkiem kultury materialnej i od tego czasu podlega ścisłej ochronie prawnej. Niniejszy wpis powstał w oparciu o dane zamieszczone na stronie: http://www.emazury.com. Serdecznie zachęcam do jej odwiedzenia, gdyż przedstawia niezwykle ciekawe informacje z zakresu omawianej tematyki. Natomiast zwiedzając samą pochylnię uważajcie na wszelkiej maści żaby, gdyż z oczywistych względów kręci się ich tu co niemiara.

Pochylnia Kąty (Polska)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śladami wampira wszechczasów (Bran, Poenari, Sighisoara; Rumunia)

piątek, 25 września 2009 13:11
      Nie od dziś powiadają, że każdy kraj ma swojego Robin Hooda. Postać otoczoną niezliczoną ilością legend, mitów i... przekłamań historycznych. Herosa wymienianego częściej niż królowie, a odartego doszczętnie z ludzkich przywar czy wad. Grabiącego możnowładców, przy jednoczesnym ukojeniu uciśnionych, nędzarzy i tych, którym najzwyczajniej w życiu się nie ułożyło. Nie możemy pogodzić się z okrutną wizją Agnieszki Holland, przenoszącą swego „zwykłego" Juro Janosika na ekrany naszych multipleksów i rozpasionych kin domowych. Nie narzekajmy jednak zbytnio, gdyż adoptując zbójnika pod rodzime strzechy, jednocześnie rozsławiamy i zarabiamy na miejscach z nim związanych, nawet jeśli są one związane wyłącznie z planem filmowym. Znakomitym przykładem jest współczesna Rumunia, której postać numer jeden przynosi wielopłaszczyznowe profity od wielu lat. Nie ma też większego znaczenia, że Wład III Palownik zwany Drakulą jest dziś przedstawiany bardziej jako ikona popkultury niż okrutny, bezlitosny tyran. Kasę zgarniają biedni i bogaci, co stawia go na najwyższym stopniu „pudła" oraz czyni mega-bohaterem narodowym.  
      Najbardziej komercyjnym obliczem kultu jest z pewnością zamek Bran, znajdujący się w miejscowości o tej samej nazwie (okręg Braszów). Przypuszcza się, że sam Palownik mógł spędzić tutaj zaledwie kilka dni i do tego jako więzień. Nie zmienia to jednak faktu, że do współczesnych celów budowla nadaje się znakomicie. W porównaniu z innymi zabytkami Rumunii jej wyposażenie jest praktycznie żadne, co z pewnością wychodzi na plus, gdyż trudno tu cokolwiek zniszczyć lub uszkodzić. Kierunek zwiedzania wskazują przybyłym wszechobecne strzałki, więc z jednej strony stwarza to możliwość samozwańczej penetracji obiektu, a z drugiej wywołuje nieopisany chaos i bałagan. Takiej masy nie byłby jednak w stanie ogarnąć żaden przewodnik, więc z zamku wychodzimy raczej poobijani i lekko zdezorientowani. Ważne, że w jego tle można sobie zrobić interesującą fotkę, po czym zagłębić się w niezliczonej ilości straganów handlowych. Zdecydowana większość kupców oferuje to samo i za podobne pieniądze, niemniej ich obraz znakomicie wpisuje się w panoramę tutejszej miejscowości. Eksponowane pamiątki są przeważnie tandetne, ale znaleźć można również rzeczy bardzo interesujące i to niekoniecznie związane z samym Drakulą.

Zamek Bran na szlaku Transylwania-Wołoszczyzna (Rumunia)

 
      Zupełnie inne odczucie mamy po wizycie w Cytadeli Poenari, czyli ruinach zamku leżącego w dolinie uformowanej przez rzekę Ardżesz. Niedostępne położenie twierdzy sprawiło, że Wład Palownik najpierw ją odbudował i umocnił, a następnie uczynił jedną ze swoich głównych siedzib. Nawet współcześnie zdobycie obiektu stanowi pewne wyzwanie, gdyż wiąże się z pokonaniem 1440 schodów spod Szosy Transfogarskiej. Z oczywistych względów ruina nie może być miejscem turystycznych pielgrzymek, dzięki czemu odnajdziemy tutaj upragniony spokój, odprężenie i przepiękne widoki. Według legendy z tego miejsca rzuciła się do rzeki kobieta Drakuli, ratując się przed turecką niewolą i tym samym zapoczątkowując jego przemianę w krwiożerczego wampira. Co prawda on sam uciekł w chwili oblężenia, pozostawiając kolebkę najwymyślniejszych tortur samej sobie. Ostatecznie wyludniona i całkowicie zrujnowana została jednak znacznie później, a jej los przypieczętowało obsunięcie ziemi w 1888 r. Pomimo odbudowy twierdza nigdy nie odzyskała dawnej świetności, co nadaje jej wyjątkowo autentycznego wyrazu.  
      W naszej wędrówce za tajemniczym Drakulą nie sposób pominąć miejscowości Sighisoara, w której znajduje się dom jego narodzin. Jest to niewielka kamienica znajdująca się na Starym Mieście, wpasowana w rząd zabytkowych budynków niedaleko głównego rynku. Niezmiernie łatwo ją poznać, gdyż na parterze znajduje się przytulna restauracja, mająca w szyldzie smoka (z łac. draco). Ponadto na froncie domu umieszczono tablicę pamiątkową, pod którą nieustannie kłębią się tłumy fanatycznie usposobionych turystów. Nadmienię tylko, że za dwie rumuńskie leje można sobie zrobić fotkę z samym Władem Palownikiem, który stoi dumnie po drugiej stronie uliczki z obliczem przysłoniętym... kartonem. Osoby wolące przeznaczyć fundusze na inne przyjemności nie powinny czuć się jednak pokrzywdzone, gdyż za pobliskim kościołem ustawiono jego wielkie, pomnikowe popiersie. Warto również stoczyć walkę o wejście do niezwykle obleganego Muzeum Historii Sighisoary, które rozlokowane w trzech odrębnych budynkach, zgromadziło interesujące pamiątki po wołoskim hospodarze. Dodam jeszcze, że w okolicznych sklepikach również kupić można pamiątki z nim związane. Jest to przecież skarb narodowy Rumunii, o czym świadczyć mogą jego pomniki i wizerunki rozsiane po wielu innych miejscowościach tego kraju.


Jeden z wielu pomników Włada Palownika, zwanego także Drakulą (Bukareszt, Rumunia)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Skansen w „Ukranenland" (Torgelow, Niemcy)

piątek, 26 czerwca 2009 8:59

       Dokładnie rok temu opisywałem wizytę w Sławogrodzie, czyli zrekonstruowanym grodzisku słowiańskim o skrótkiej historii, ale za to wyjątkowo sympatycznych gospodarzach. W międzyczasie nasłuchałem się o poprawności stawiania dawnych domostw, które niejako w tym miejscu nie do końca zostały zachowane. Spory pozostawiam jednak fachowcom, gdyż w mojej ocenie wcale nie umniejsza to jego wartości poznawczej. Ciekawość została jednak na tyle rozbudzona, że postanowiłem sprawdzić jak prezentują się tego typu obiekty po drugiej stronie Odry. Z racji bliskości padło na skansen północno-zachodnich Słowian „Ukranenland" w Torgelow (Meklemburgia-Pomorze Przednie), którego budowa rozpoczęła się już w 1995 roku i w zasadzie nieustannie trwa do dzisiaj.

       Od razu zaznaczę, że w Turzychgłowach (dawna nazwa) znajdują się dwie, zupełnie odrębne jednostki warte odwiedzenia, tzn. opisywany „Ukranenland" i „Castrum Turglowe". W pierwszej z nich odbywają się warsztaty historyczne, przedstawiające codzienne życie mieszkańców regionu rzeki Wkry (Uecker) z IX i X wieku. Natomiast druga placówka, zlokalizowana bardziej w centrum miasta, odwołuje się do rzemiosła, handlu, obyczajów i religii czasów późnośredniowiecznych (przełom XIII i XIV wieku). Skoncentruję się jednak na samym skansenie, gdyż jego obecny kształt wymagał naprawdę dużych nakładów pracy. Powstał bowiem na samym skraju Puszczy Wkrzańskiej i tym samym został bardzo zmyślnie wkomponowany w obszar chronionego parku naturalnego. Nie można się więc dziwić, że tutejsza przyroda dosłownie „kładzie na łopatki", a ja nie pamiętam kiedy ostatnio obserwowałem ryby w tak czystej wodzie. Z oczywistych względów do samej osady dostać się można jedynie długim spacerem (drogi wodnej i ataku z powietrza nie wliczam), zostawiając wehikuł w pobliżu punktu informacyjnego-restauracyjnego. Od strony lądu domostwa chronione są wałem drewniano-ziemnym, który w niektórych miejscach jest dalej rozbudowywany. Po przekroczeniu bramy odwiedzamy kasę, która pełni również funkcję sporego sklepiku. Obok typowych pamiątek, ozdób czy zabawek nabyć tu można również bardziej zmyślne i jednocześnie droższe akcesoria, np. niezwykle efektownie zdobione kołczany skórzane w cenie ok. 70 euro. W większości wytwarza się je na miejscu, gdyż przy wielu chatach w centrum skansenu znajdują się odrębne stoiska, co pozwala dodatkowo podpatrzeć jakimi technikami były wykonane. Z kolei same domostwa odtworzono w zgodzie z tutejszymi odkryciami archeologicznymi, zachowując wymiary i następujące konstrukcje: wieńcową, filarową oraz plecionkową (wiklina uszczelniana gliną). Praktycznie do każdej można swobodnie wejść, podziwiając bogate wyposażenie wnętrz. W trakcie zwiedzania napotkamy również szereg dawnych urządzeń i warsztatów rzemieślniczych, dzięki którym mieszkańcy odkrywają przed nami tajniki: garncarstwa, tkactwa, wikliniarstwa, kuśnierstwa, kowalstwa, snycerstwa itp. Natomiast nad samą rzeką przycumowano repliki dawnych łodzi („Svarog", „Svantevid" wodowane odpowiednio w latach 1997 i 1998), które wykorzystuje się do obwoźnych rejsów po rzece. Jedynym minusem okazał się termin moich odwiedzin, gdyż większość wojów wyjechała na obchody Święta Kupały do Szczecina. Dzień później stawiłem się więc na Zamku Książąt Pomorskich, by móc się z nimi spotkać. Zgodnie stwierdziliśmy, że tego typu miejsca muszą tętnić życiem, gdyż ich odbiór jest wtedy zupełnie inny. Na koniec dodam jeszcze, że w maju tego roku skansen gościł ekipę kręcącą sceny do horroru „Black death", w którym główną rolę gra Sean Bean (Boromir / "The Lord of the Rings").

„Svarog" na przystani (Torgelow, Niemcy)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  86 427  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    


Translator języków obcych



Online


O moim bloogu

Chciałbym przedstawić interesujące miejsca, które związane są z moimi pasjami: historią, militariami, motoryzacją, techniką, turystyką, kultem śmierci i wierzeniami przedchrześcijańskimi.

O mnie

Większość moich wypadów nie jest planowana, a do wielu z opisywanych miejsc trafiłem przez przypadek. Strony nie należy więc traktować jak przewodnika, a prezentowane teksty to raczej własne, subiektywne odczucia. Wyrażam zgodę na kopiowanie zdjęć zamieszczonych w poszczególnych galeriach, prosiłbym tylko o zamieszczanie informacji skąd pochodzą. Kontakt: tstoeck@wp.pl


Reklama


War Museums In Europe


Militaria links directory


Wejdź na stronę www.moje-hobby.info


Sławogród


Opuszczone miejsca - budynki, fabryki, obiekty przemysłowe


Unsinn-A Time Past


Radio


Pełne statystyki

Odwiedziny: 86427
Wpisy
  • liczba: 39
  • komentarze: 88
Galerie
  • liczba zdjęć: 1070
  • komentarze: 30
Bloog istnieje od: 2528 dni