

Dokładnie rok temu opisywałem wizytę w Sławogrodzie, czyli zrekonstruowanym grodzisku słowiańskim o skrótkiej historii, ale za to wyjątkowo sympatycznych gospodarzach. W międzyczasie nasłuchałem się o poprawności stawiania dawnych domostw, które niejako w tym miejscu nie do końca zostały zachowane. Spory pozostawiam jednak fachowcom, gdyż w mojej ocenie wcale nie umniejsza to jego wartości poznawczej. Ciekawość została jednak na tyle rozbudzona, że postanowiłem sprawdzić jak prezentują się tego typu obiekty po drugiej stronie Odry. Z racji bliskości padło na skansen północno-zachodnich Słowian „Ukranenland" w Torgelow (Meklemburgia-Pomorze Przednie), którego budowa rozpoczęła się już w 1995 roku i w zasadzie nieustannie trwa do dzisiaj.

Od wielu lat jestem zwolennikiem dźwięków, które w różnych odmianach i podgatunkach sprowadzają się do szeroko rozumianej muzyki industrialnej. Nie chodzi tu jednak o nazewnictwo, a raczej o poszukiwanie nagrań wykonawców zafascynowanych rewolucją przemysłową, dokonującą się w sposób nieprzerwany i niemal nieograniczony na naszych oczach. Z jednej strony jest to uwielbienie świata technicznie doskonałego, w którym najdrobniejszy element naszego życia został mechanicznie ulepszony. Natomiast z innej postępująca alienacja, degeneracja wartości i nieskrępowana dehumanizacja, razem odstawiające opuszczoną jednostkę na... złomowisko. Gdybym chciał wskazać miejsce jednoznacznie kojarzące się z takim rodzajem muzyki (lub jak kto woli anty-muzyki), bez wątpienia wybrałbym zamkniętą strefę wokół Czarnobyla. W nieco łagodniejszy klimat wczuć się można również u naszych zachodnich sąsiadów, zajeżdżając do gigantycznej kopalni odkrywkowej w miejscowości Rüdersdorf.
W tym właśnie miejscu znaczna część ekstremistów pewnie z politowaniem pokiwa głową, wskazując zdecydowanie bardziej „odjechane" rejony. Mamy jednak do czynienia z największym w Europie kamieniołomem wapienia, z którego to materiału wykonano fundamenty pod znaczną częścią starego Berlina. Wypada więc nadmienić, że pierwsze tunele drążono tu już w XIII wieku. Wydobywaną skałę używano jako budulcowy kamień ciosowy lub wytwarzano z niej wapno palone do zaprawy murarskiej. Z biegiem czasu niebezpieczną pracę podziemną zastąpiono wydobyciem odkrywkowym, doprowadzając do powstania olbrzymiego wyrobiska (głębokość: 55 m, długość: 4 km, szerokość: 2 km). Konflikt z naturą był jednak tak wyraźny, że powstałe hałdy już w 1855 r. zaczęto obsadzać roślinnością. Do zmian krajobrazu przyczyniało się nie tylko bezpośrednie okrywanie surowca, ale również szereg pobliskich budowli służących procesom transportowym i produkcyjnym, m. in.: piece do wypalania wapna (1805 r. i 1817 r.), magazyn (z pruską wierzą zegarową dobudowaną w 1830 r.), stacja parowej kolejki linowej (1871 r.) czy bateria pieców szybowych (1871-1876 r.). Na potrzeby Parku Muzealnego prawie wszystkie przystosowano do bezpiecznego zwiedzania, a niektóre postawiono współcześnie w celach edukacyjnych, np. pawilon wystawowy z ekspozycją geologiczną i dawnymi narzędziami górniczymi. Większość turystów porusza się po obszarze na piechotę (17 ha), choć do samego wyrobiska można zjechać samochodami terenowymi w towarzystwie przewodników. Warto również wspomnieć, że w latach 1914-1975 było ono zalane wodą, a niemieckie wytwórnie kręciły tu sceny do filmów przygodowych. Miejsce jest więc naprawdę warte odwiedzenia, przy czym dla niektórych prawdziwa eksploracja rozpoczyna się dopiero poza jego obszarem, gdzie niezapomnianych wrażeń dostarcza gigantyczny kompleks zrujnowanej fabryki. Nie zapomnijcie wziąć jakiegoś odtwarzacza muzycznego, gdyż w tym miejscu brytyjski Godflesh (czy inna ludobójcza maszyneria) zabrzmi bardziej niż apokaliptycznie.
![]()

Często zastanawiam się nad tym, że do niewielkich miasteczek niemieckich mających dostęp do kawałka większej wody, potrafi zawijać więcej statków wycieczkowych niż do rodzimego Szczecina. Najlepszym przykładem jest chociażby Ueckermünde nad Zalewem Szczecińskim, które w sezonie wakacyjnym wręcz „kipi" od przypływających jednostek. Oczywiście u nas nie ma nawet ogrodu zoologicznego, ale nie jest to chyba główny i jedyny powód takiego stanu rzeczy. Byłem przecież w tej miejscowości wielokrotnie i nie przypominam sobie, by była ona jakoś niewiarygodnie piękna czy interesująca (tamtejszy Zamek Książąt Pomorskich nie umywa się do naszego czorta). Z resztą cały obraz współczesnej żeglugi śródlądowej na terenie Polski pozostawia wiele do życzenia. W zasadzie kojarzy się on jedynie z nieśmiertelnymi barkami (niekiedy z litości przerabianymi na puby piwne) lub regionalnymi promami przewozowymi. Chciałbym jednak napisać o czymś zupełnie innym, a mianowicie o ciekawej placówce muzealnej na którą natrafiłem zupełnie przypadkiem, wracając z tegorocznego zlotu pojazdów w Alt Tucheband.
Odrzańskie Muzeum Żeglugi Śródlądowej (Binnenschiffahrts Museum) znajduje się w maleńkim miasteczku Oderberg, które położone jest zaledwie kilka kilometrów od biegu dolnej Odry (Brandenburgia, powiat Barnim). Sąsiedztwo kanału Odra-Hawela sprawiło, że już w 1954 r. utworzono tutaj lokalną izbę pamięci, która z biegiem czasu przekształciła się w trzypiętrowe muzeum z dodatkową wystawą na wolnym powietrzu. Zgromadzone eksponaty przedstawiono w niewielkich pomieszczeniach, ale za to w sposób bardzo przejrzysty i co ważniejsze chronologiczny. Przykładowo na parterze zapoznajemy się z rozwojem geologicznym tutejszej okolicy, jak też historii jej zasiedlenia od wczesnego średniowiecza. Dalsze piętra to już czasy bardziej współczesne i w większym stopniu poświęcone tematyce żeglugowej. Nie należy się temu dziwić, gdyż na początku XX wieku istniało w regionie 11 tartaków i 15 warsztatów budowy łodzi, a sam Oderberg słynął z wytwarzania taboru rzecznego. Najciekawszą atrakcję stanowią przepiękne i bardzo szczegółowo wykonane modele różnego rodzaju statków oraz barek rzecznych. Niektóre z nich mają wymiary wyjątkowo imponujące, a ponadto odnajdujemy pośród nich jednostki polskie, np. wycieczkowiec „Lilla Weneda" pływający po szczecińskich wodach od początku lat 60-tych. Wiele uwagi poświęcono również tragicznym wydarzeniom z lipca 1997 r., kiedy to miejscowość dotkliwie ucierpiała na skutek tzw. „powodzi tysiąclecia". Największy i zarazem najbardziej imponujący obiekt znajduje się jednak tuż przy kanale, a jest nim bocznokołowiec parowy „Riesa" z 1879 r. Cechą charakterystyczną statku jest to, że zbudowano go jako górno-pokładowy z salonem na rufie i pokładem widokowym nad nim. Od ponad trzydziestu lat stanowi on jedną z głównych atrakcji tutejszego muzeum, choć na skutek uszkodzenia kotła ciśnieniowego, nie można go już nazwać jednostką pływającą. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu w jego salonie odbywają się konferencje i imprezy okolicznościowe. Warto odwiedzić to miejsce tym bardziej, że tak silnie wiąże się z naszą, krajową żeglugą. Na koniec dodam, że niektóre informacje zamieszczone w tekście, zaczerpnięto z artykułu Zdzisława Mikulskiego: 50 lat Muzeum Żeglugi Śródlądowej Oderberg (Gospodarka Wodna nr 10/2004).


Licznik odwiedzin: 46205
| W jaki sposób dowiedziałeś się o mojej stronie? | |
| z wyszukiwarki Google lub innej | |
| ze strony o podobnej tematyce | |
| z katalogu stron lub blogów | |
| od autora | |
| od kolegi/koleżanki | |
|
|

Chciałbym przedstawić interesujące miejsca, które związane są z moimi pasjami: historią, militariami, motoryzacją, techniką, turystyką, kultem śmierci i wierzeniami przedchrześcijańskimi.
Większość moich wypadów nie jest planowana, a do wielu z opisywanych miejsc trafiłem przez przypadek. Strony nie należy więc traktować jak przewodnika, a prezentowane teksty to raczej własne, subiektywne odczucia. Wyrażam zgodę na kopiowanie zdjęć zamieszczonych w poszczególnych galeriach, prosiłbym tylko o zamieszczanie informacji skąd pochodzą. Kontakt: tstoeck@wp.pl