Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Śladami wampira wszechczasów (Bran, Poenari, Sighisoara; Rumunia)

piątek, 25 września 2009 13:11
      Nie od dziś powiadają, że każdy kraj ma swojego Robin Hooda. Postać otoczoną niezliczoną ilością legend, mitów i... przekłamań historycznych. Herosa wymienianego częściej niż królowie, a odartego doszczętnie z ludzkich przywar czy wad. Grabiącego możnowładców, przy jednoczesnym ukojeniu uciśnionych, nędzarzy i tych, którym najzwyczajniej w życiu się nie ułożyło. Nie możemy pogodzić się z okrutną wizją Agnieszki Holland, przenoszącą swego „zwykłego" Juro Janosika na ekrany naszych multipleksów i rozpasionych kin domowych. Nie narzekajmy jednak zbytnio, gdyż adoptując zbójnika pod rodzime strzechy, jednocześnie rozsławiamy i zarabiamy na miejscach z nim związanych, nawet jeśli są one związane wyłącznie z planem filmowym. Znakomitym przykładem jest współczesna Rumunia, której postać numer jeden przynosi wielopłaszczyznowe profity od wielu lat. Nie ma też większego znaczenia, że Wład III Palownik zwany Drakulą jest dziś przedstawiany bardziej jako ikona popkultury niż okrutny, bezlitosny tyran. Kasę zgarniają biedni i bogaci, co stawia go na najwyższym stopniu „pudła" oraz czyni mega-bohaterem narodowym.  
      Najbardziej komercyjnym obliczem kultu jest z pewnością zamek Bran, znajdujący się w miejscowości o tej samej nazwie (okręg Braszów). Przypuszcza się, że sam Palownik mógł spędzić tutaj zaledwie kilka dni i do tego jako więzień. Nie zmienia to jednak faktu, że do współczesnych celów budowla nadaje się znakomicie. W porównaniu z innymi zabytkami Rumunii jej wyposażenie jest praktycznie żadne, co z pewnością wychodzi na plus, gdyż trudno tu cokolwiek zniszczyć lub uszkodzić. Kierunek zwiedzania wskazują przybyłym wszechobecne strzałki, więc z jednej strony stwarza to możliwość samozwańczej penetracji obiektu, a z drugiej wywołuje nieopisany chaos i bałagan. Takiej masy nie byłby jednak w stanie ogarnąć żaden przewodnik, więc z zamku wychodzimy raczej poobijani i lekko zdezorientowani. Ważne, że w jego tle można sobie zrobić interesującą fotkę, po czym zagłębić się w niezliczonej ilości straganów handlowych. Zdecydowana większość kupców oferuje to samo i za podobne pieniądze, niemniej ich obraz znakomicie wpisuje się w panoramę tutejszej miejscowości. Eksponowane pamiątki są przeważnie tandetne, ale znaleźć można również rzeczy bardzo interesujące i to niekoniecznie związane z samym Drakulą.

Zamek Bran na szlaku Transylwania-Wołoszczyzna (Rumunia)

 
      Zupełnie inne odczucie mamy po wizycie w Cytadeli Poenari, czyli ruinach zamku leżącego w dolinie uformowanej przez rzekę Ardżesz. Niedostępne położenie twierdzy sprawiło, że Wład Palownik najpierw ją odbudował i umocnił, a następnie uczynił jedną ze swoich głównych siedzib. Nawet współcześnie zdobycie obiektu stanowi pewne wyzwanie, gdyż wiąże się z pokonaniem 1440 schodów spod Szosy Transfogarskiej. Z oczywistych względów ruina nie może być miejscem turystycznych pielgrzymek, dzięki czemu odnajdziemy tutaj upragniony spokój, odprężenie i przepiękne widoki. Według legendy z tego miejsca rzuciła się do rzeki kobieta Drakuli, ratując się przed turecką niewolą i tym samym zapoczątkowując jego przemianę w krwiożerczego wampira. Co prawda on sam uciekł w chwili oblężenia, pozostawiając kolebkę najwymyślniejszych tortur samej sobie. Ostatecznie wyludniona i całkowicie zrujnowana została jednak znacznie później, a jej los przypieczętowało obsunięcie ziemi w 1888 r. Pomimo odbudowy twierdza nigdy nie odzyskała dawnej świetności, co nadaje jej wyjątkowo autentycznego wyrazu.  
      W naszej wędrówce za tajemniczym Drakulą nie sposób pominąć miejscowości Sighisoara, w której znajduje się dom jego narodzin. Jest to niewielka kamienica znajdująca się na Starym Mieście, wpasowana w rząd zabytkowych budynków niedaleko głównego rynku. Niezmiernie łatwo ją poznać, gdyż na parterze znajduje się przytulna restauracja, mająca w szyldzie smoka (z łac. draco). Ponadto na froncie domu umieszczono tablicę pamiątkową, pod którą nieustannie kłębią się tłumy fanatycznie usposobionych turystów. Nadmienię tylko, że za dwie rumuńskie leje można sobie zrobić fotkę z samym Władem Palownikiem, który stoi dumnie po drugiej stronie uliczki z obliczem przysłoniętym... kartonem. Osoby wolące przeznaczyć fundusze na inne przyjemności nie powinny czuć się jednak pokrzywdzone, gdyż za pobliskim kościołem ustawiono jego wielkie, pomnikowe popiersie. Warto również stoczyć walkę o wejście do niezwykle obleganego Muzeum Historii Sighisoary, które rozlokowane w trzech odrębnych budynkach, zgromadziło interesujące pamiątki po wołoskim hospodarze. Dodam jeszcze, że w okolicznych sklepikach również kupić można pamiątki z nim związane. Jest to przecież skarb narodowy Rumunii, o czym świadczyć mogą jego pomniki i wizerunki rozsiane po wielu innych miejscowościach tego kraju.


Jeden z wielu pomników Włada Palownika, zwanego także Drakulą (Bukareszt, Rumunia)

komentarze (1) | dodaj komentarz

Skansen w „Ukranenland" (Torgelow, Niemcy)

piątek, 26 czerwca 2009 8:59

       Dokładnie rok temu opisywałem wizytę w Sławogrodzie, czyli zrekonstruowanym grodzisku słowiańskim o skrótkiej historii, ale za to wyjątkowo sympatycznych gospodarzach. W międzyczasie nasłuchałem się o poprawności stawiania dawnych domostw, które niejako w tym miejscu nie do końca zostały zachowane. Spory pozostawiam jednak fachowcom, gdyż w mojej ocenie wcale nie umniejsza to jego wartości poznawczej. Ciekawość została jednak na tyle rozbudzona, że postanowiłem sprawdzić jak prezentują się tego typu obiekty po drugiej stronie Odry. Z racji bliskości padło na skansen północno-zachodnich Słowian „Ukranenland" w Torgelow (Meklemburgia-Pomorze Przednie), którego budowa rozpoczęła się już w 1995 roku i w zasadzie nieustannie trwa do dzisiaj.

       Od razu zaznaczę, że w Turzychgłowach (dawna nazwa) znajdują się dwie, zupełnie odrębne jednostki warte odwiedzenia, tzn. opisywany „Ukranenland" i „Castrum Turglowe". W pierwszej z nich odbywają się warsztaty historyczne, przedstawiające codzienne życie mieszkańców regionu rzeki Wkry (Uecker) z IX i X wieku. Natomiast druga placówka, zlokalizowana bardziej w centrum miasta, odwołuje się do rzemiosła, handlu, obyczajów i religii czasów późnośredniowiecznych (przełom XIII i XIV wieku). Skoncentruję się jednak na samym skansenie, gdyż jego obecny kształt wymagał naprawdę dużych nakładów pracy. Powstał bowiem na samym skraju Puszczy Wkrzańskiej i tym samym został bardzo zmyślnie wkomponowany w obszar chronionego parku naturalnego. Nie można się więc dziwić, że tutejsza przyroda dosłownie „kładzie na łopatki", a ja nie pamiętam kiedy ostatnio obserwowałem ryby w tak czystej wodzie. Z oczywistych względów do samej osady dostać się można jedynie długim spacerem (drogi wodnej i ataku z powietrza nie wliczam), zostawiając wehikuł w pobliżu punktu informacyjnego-restauracyjnego. Od strony lądu domostwa chronione są wałem drewniano-ziemnym, który w niektórych miejscach jest dalej rozbudowywany. Po przekroczeniu bramy odwiedzamy kasę, która pełni również funkcję sporego sklepiku. Obok typowych pamiątek, ozdób czy zabawek nabyć tu można również bardziej zmyślne i jednocześnie droższe akcesoria, np. niezwykle efektownie zdobione kołczany skórzane w cenie ok. 70 euro. W większości wytwarza się je na miejscu, gdyż przy wielu chatach w centrum skansenu znajdują się odrębne stoiska, co pozwala dodatkowo podpatrzeć jakimi technikami były wykonane. Z kolei same domostwa odtworzono w zgodzie z tutejszymi odkryciami archeologicznymi, zachowując wymiary i następujące konstrukcje: wieńcową, filarową oraz plecionkową (wiklina uszczelniana gliną). Praktycznie do każdej można swobodnie wejść, podziwiając bogate wyposażenie wnętrz. W trakcie zwiedzania napotkamy również szereg dawnych urządzeń i warsztatów rzemieślniczych, dzięki którym mieszkańcy odkrywają przed nami tajniki: garncarstwa, tkactwa, wikliniarstwa, kuśnierstwa, kowalstwa, snycerstwa itp. Natomiast nad samą rzeką przycumowano repliki dawnych łodzi („Svarog", „Svantevid" wodowane odpowiednio w latach 1997 i 1998), które wykorzystuje się do obwoźnych rejsów po rzece. Jedynym minusem okazał się termin moich odwiedzin, gdyż większość wojów wyjechała na obchody Święta Kupały do Szczecina. Dzień później stawiłem się więc na Zamku Książąt Pomorskich, by móc się z nimi spotkać. Zgodnie stwierdziliśmy, że tego typu miejsca muszą tętnić życiem, gdyż ich odbiór jest wtedy zupełnie inny. Na koniec dodam jeszcze, że w maju tego roku skansen gościł ekipę kręcącą sceny do horroru „Black death", w którym główną rolę gra Sean Bean (Boromir / "The Lord of the Rings").

„Svarog" na przystani (Torgelow, Niemcy)


komentarze (1) | dodaj komentarz

Uprzemysłowiona sztuka (Museumpark Rüdersdorf, Niemcy)

niedziela, 14 czerwca 2009 9:55

        Od wielu lat jestem zwolennikiem dźwięków, które w różnych odmianach i podgatunkach sprowadzają się do szeroko rozumianej muzyki industrialnej. Nie chodzi tu jednak o nazewnictwo, a raczej o poszukiwanie nagrań wykonawców zafascynowanych rewolucją przemysłową, dokonującą się w sposób nieprzerwany i niemal nieograniczony na naszych oczach. Z jednej strony jest to uwielbienie świata technicznie doskonałego, w którym najdrobniejszy element naszego życia został mechanicznie ulepszony. Natomiast z innej postępująca alienacja, degeneracja wartości i nieskrępowana dehumanizacja, razem odstawiające opuszczoną jednostkę na... złomowisko. Gdybym chciał wskazać miejsce jednoznacznie kojarzące się z takim rodzajem muzyki (lub jak kto woli anty-muzyki), bez wątpienia wybrałbym zamkniętą strefę wokół Czarnobyla. W nieco łagodniejszy klimat wczuć się można również u naszych zachodnich sąsiadów, zajeżdżając do gigantycznej kopalni odkrywkowej w miejscowości Rüdersdorf.

        W tym właśnie miejscu znaczna część ekstremistów pewnie z politowaniem pokiwa głową, wskazując zdecydowanie bardziej „odjechane" rejony. Mamy jednak do czynienia z największym w Europie kamieniołomem wapienia, z którego to materiału wykonano fundamenty pod znaczną częścią starego Berlina. Wypada więc nadmienić, że pierwsze tunele drążono tu już w XIII wieku. Wydobywaną skałę używano jako budulcowy kamień ciosowy lub wytwarzano z niej wapno palone do zaprawy murarskiej. Z biegiem czasu niebezpieczną pracę podziemną zastąpiono wydobyciem odkrywkowym, doprowadzając do powstania olbrzymiego wyrobiska (głębokość: 55 m, długość: 4 km, szerokość: 2 km). Konflikt z naturą był jednak tak wyraźny, że powstałe hałdy już w 1855 r. zaczęto obsadzać roślinnością. Do zmian krajobrazu przyczyniało się nie tylko bezpośrednie okrywanie surowca, ale również szereg pobliskich budowli służących procesom transportowym i produkcyjnym, m. in.: piece do wypalania wapna (1805 r. i 1817 r.), magazyn (z pruską wierzą zegarową dobudowaną w 1830 r.), stacja parowej kolejki linowej (1871 r.) czy bateria pieców szybowych (1871-1876 r.). Na potrzeby Parku Muzealnego prawie wszystkie przystosowano do bezpiecznego zwiedzania, a niektóre postawiono współcześnie w celach edukacyjnych, np. pawilon wystawowy z ekspozycją geologiczną i dawnymi narzędziami górniczymi. Większość turystów porusza się po obszarze na piechotę (17 ha), choć do samego wyrobiska można zjechać samochodami terenowymi w towarzystwie przewodników. Warto również wspomnieć, że w latach 1914-1975 było ono zalane wodą, a niemieckie wytwórnie kręciły tu sceny do filmów przygodowych. Miejsce jest więc naprawdę warte odwiedzenia, przy czym dla niektórych prawdziwa eksploracja rozpoczyna się dopiero poza jego obszarem, gdzie niezapomnianych wrażeń dostarcza gigantyczny kompleks zrujnowanej fabryki. Nie zapomnijcie wziąć jakiegoś odtwarzacza muzycznego, gdyż w tym miejscu brytyjski Godflesh (czy inna ludobójcza maszyneria) zabrzmi bardziej niż apokaliptycznie.

 Bateria pieców szybowych (Rüdersdorf, Niemcy)


komentarze (1) | dodaj komentarz

Odrzańskie Muzeum Żeglugi Śródlądowej (Oderberg, Niemcy)

piątek, 05 czerwca 2009 7:58

        Często zastanawiam się nad tym,  że do niewielkich miasteczek niemieckich mających dostęp do kawałka większej wody,  potrafi zawijać więcej statków wycieczkowych niż do rodzimego Szczecina. Najlepszym przykładem jest chociażby Ueckermünde nad Zalewem Szczecińskim, które w sezonie wakacyjnym wręcz „kipi" od przypływających jednostek. Oczywiście u nas nie ma nawet ogrodu zoologicznego, ale nie jest to chyba główny i jedyny powód takiego stanu rzeczy. Byłem przecież w tej miejscowości wielokrotnie i nie przypominam sobie, by była ona jakoś niewiarygodnie piękna czy interesująca (tamtejszy Zamek Książąt Pomorskich nie umywa się do naszego czorta). Z resztą cały obraz współczesnej żeglugi śródlądowej na terenie Polski pozostawia wiele do życzenia. W zasadzie kojarzy się on jedynie z nieśmiertelnymi barkami (niekiedy z litości przerabianymi na puby piwne) lub regionalnymi promami przewozowymi. Chciałbym jednak napisać o czymś zupełnie innym, a mianowicie o ciekawej placówce muzealnej na którą natrafiłem zupełnie przypadkiem, wracając z tegorocznego zlotu pojazdów w Alt Tucheband.

       Odrzańskie Muzeum Żeglugi Śródlądowej (Binnenschiffahrts Museum) znajduje się w maleńkim miasteczku Oderberg, które położone jest zaledwie kilka kilometrów od biegu dolnej Odry (Brandenburgia, powiat Barnim). Sąsiedztwo kanału Odra-Hawela sprawiło, że już w 1954 r. utworzono tutaj lokalną izbę pamięci, która z biegiem czasu przekształciła się w trzypiętrowe muzeum z dodatkową wystawą na wolnym powietrzu. Zgromadzone eksponaty przedstawiono w niewielkich pomieszczeniach, ale za to w sposób bardzo przejrzysty i co ważniejsze chronologiczny. Przykładowo na parterze zapoznajemy się z rozwojem geologicznym tutejszej okolicy, jak też historii jej zasiedlenia od wczesnego średniowiecza. Dalsze piętra to już czasy bardziej współczesne i w większym stopniu poświęcone tematyce żeglugowej. Nie należy się temu dziwić, gdyż na początku XX wieku istniało w regionie 11 tartaków i 15 warsztatów budowy łodzi, a sam Oderberg słynął z wytwarzania taboru rzecznego. Najciekawszą atrakcję stanowią przepiękne i bardzo szczegółowo wykonane modele różnego rodzaju statków oraz barek rzecznych. Niektóre z nich mają wymiary wyjątkowo imponujące, a ponadto odnajdujemy pośród nich jednostki polskie, np. wycieczkowiec „Lilla Weneda" pływający po szczecińskich wodach od początku lat 60-tych. Wiele uwagi poświęcono również tragicznym wydarzeniom z lipca 1997 r., kiedy to miejscowość dotkliwie ucierpiała na skutek tzw. „powodzi tysiąclecia". Największy i zarazem najbardziej imponujący obiekt znajduje się jednak tuż przy kanale, a jest nim bocznokołowiec parowy „Riesa" z 1879 r. Cechą charakterystyczną statku jest to, że zbudowano go jako górno-pokładowy z salonem na rufie i pokładem widokowym nad nim. Od ponad trzydziestu lat stanowi on jedną z głównych atrakcji tutejszego muzeum, choć na skutek uszkodzenia kotła ciśnieniowego, nie można go już nazwać jednostką pływającą. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu w jego salonie odbywają się konferencje i imprezy okolicznościowe. Warto odwiedzić to miejsce tym bardziej, że tak silnie wiąże się z naszą, krajową żeglugą. Na koniec dodam, że niektóre informacje zamieszczone w tekście, zaczerpnięto z artykułu Zdzisława Mikulskiego: 50 lat Muzeum Żeglugi Śródlądowej Oderberg (Gospodarka Wodna nr 10/2004).


Modele odrzańskich lodołamaczy w Binnenschiffahrts Museum (Oderberg, Niemcy)


komentarze (0) | dodaj komentarz

Bliżej już nie można (Eisenhüttenstadt, Niemcy)

wtorek, 19 maja 2009 16:00
       Na pytania dotyczące interesujących obiektów i miejsc do zwiedzania, niemal zawsze reaguję w sposób alergiczny. Wychodzę bowiem z prostego założenia, że w każdym zakątku naszego kraju znaleźć można coś ciekawego i niepowtarzalnego. Wystarczy jedynie oderwać się od grilla na działce lub wstrzymać ofensywę na pozycje przed telewizorem, a zaraz otwiera się przed nami okno niemal nieograniczonych możliwości. Nie chodzi mi jednak o spacer dookoła bloku z ulubionym pupilem (psem, kotem, chomikiem, anakondą, ciocią Stasią), który skądinąd również może być ciekawy i powinien dostarczyć niezapomnianych wrażeń. Dysponując choćby jednym dniem wolnego weekendu, można zobaczyć i dotknąć znacznie fajniejszych rzeczy, niż te pokazywane na szklanym ekranie. Jeśli nie mamy pomysłów na krajowe atrakcje, zawsze można odwiedzić sąsiadów „za granicą”, choćby przy okazji weekendowych zakupów. Jako przykład przytoczę wypad do powiatu Oder-Spree (Brandenburgia) i niemieckiego odpowiednika Nowej Huty, czyli miasta Eisenhüttenstadt.
       Nie zamierzam rozpisywać się na temat historii tej miejscowości, która powstając w 900 dni na potrzeby huty żelaza, do dziś określana jest pierwszym tworem socjalistycznym na ziemi niemieckiej. Daruję sobie również porównywanie jej dzisiejszego wizerunku z krajowym odpowiednikiem, gdyż mogłoby one być źle odebranie i w zasadzie nieuzasadnione. Chcę jedynie zachęcić do odwiedzenia prawdziwej perełki tego regionu, jaką bez wątpienia jest Muzeum Pożarnictwa (Feuerwehrmuseum). Utworzone w miejscu lokalnej izby pamięci z 1974 r., swoje zbiory prezentuje regularnie od 1992 r., kiedy to stało się pełnoprawnym obiektem wystawowym. Jak podkreślają sami pracownicy muzeum, ich podstawowym zadaniem jest gromadzenie i odrestaurowywanie pojazdów oraz wszelkich urządzeń związanych tematycznie z ochroną przeciwpożarową. W ostatnich latach palcówkę wielokrotnie dofinansowywano, dzięki czemu niemalże wszystkie zbiory prezentują się znakomicie, są szczegółowo opisane i wyeksponowane. Na uwagę zasługują więc nie tylko wozy strażackie, ale też różnego rodzaju pompy, wytwornice piany, odzież ochronna, mundury, unikalny zbiór hełmów, wzorzyste hydranty, gaśnice czy urządzenia sygnalizacyjno-alarmowe. Za największy atut uznać należy różnorodność posiadanych zbiorów, gdyż nie ograniczają się one jedynie do techniki strażackiej byłej NRD, co stanowi prawdziwą bolączkę bliźniaczych placówek muzealnych. W gorące dni dodatkową atrakcję stanowi specjalnie zaprojektowany wodotrysk, znajdujący się na dziedzińcu obok głównego wejścia. Ponadto cena za wstęp jest w zasadzie symboliczna, co przy darmowym parkingu w niemal samym centrum starówki, stanowi jedynie zachętę do odwiedzenia innych, nie mniej interesujących miejsc tego miasta. Polecam, bo warto.


Muzeum Pożarnictwa w Eisenhüttenstadt (Niemcy)


komentarze (0) | dodaj komentarz

 12345678  »

Licznik odwiedzin: 46205

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728


Translator języków obcych



Sonda


W jaki sposób dowiedziałeś się o mojej stronie?
z wyszukiwarki Google lub innej
ze strony o podobnej tematyce
z katalogu stron lub blogów
od autora
od kolegi/koleżanki

Online



Katalogi i rankingi


Najlepsze Blogi Top 24 - Katalog Dobrych StronBlogarama - The Blog Directory katalog blogów - wjo.pl Darmowe Pozycjonowanie TopOfBlogs Strony historyczne My Blog Directory Add to Technorati Favorites blog directory katalog stron turystycznych Blog Directory - photarium Top Blogs katalog region Katalog Stron blog search directory Blog Country Katalog stron SEO PLAZOO Aktualny PageRank strony mamutas.bloog.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO BRDTracker Katalog stron SEO - teksty Blogz Travel blogs Travel guides Tourism information worldwide Guidebooks blogCloud FindingBlog - Blog Directory Blog Directory dodajdo.com


Reklama


War Museums In Europe


Militaria links directory


Wejdź na stronę www.moje-hobby.info


Sławogród


Opuszczone miejsca - budynki, fabryki, obiekty przemysłowe

O moim bloogu

Chciałbym przedstawić interesujące miejsca, które związane są z moimi pasjami: historią, militariami, motoryzacją, techniką, turystyką, kultem śmierci i wierzeniami przedchrześcijańskimi.

O mnie

Większość moich wypadów nie jest planowana, a do wielu z opisywanych miejsc trafiłem przez przypadek. Strony nie należy więc traktować jak przewodnika, a prezentowane teksty to raczej własne, subiektywne odczucia. Wyrażam zgodę na kopiowanie zdjęć zamieszczonych w poszczególnych galeriach, prosiłbym tylko o zamieszczanie informacji skąd pochodzą. Kontakt: tstoeck@wp.pl

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 29.09.2009 15:52:44
  • autor: matroj
  • treść: Miała być Rumunia i ...

Pełne statystyki

Odwiedziny: 46205
Wpisy
  • liczba: 39
  • komentarze: 74
Galerie
  • liczba zdjęć: 970
  • komentarze: 20
Księga gości: 43
Bloog istnieje od: 994 dni